Nie wszystko, co naprawdę działa, da się zamknąć w tabeli, zmierzyć, ująć w słowa czy opisać w badaniu.
Czasem dowodem jest po prostu spojrzenie człowieka, który po raz pierwszy od miesięcy odczuł ulgę, albo na jego twarzy pojawił się uśmiech czy błysk w oku.
Nie każda prawda jest policzalna i zero-jedynkowa.
Nie każdą zmianę da się zapisać w protokole.
Nie każde poruszenie w ciele mieści się w standardzie.
Ale czy to znaczy, że ono nie istnieje?
Bywa, że wiedza i dowody naukowe „nie są wystarczające”.
Bywa, że technika, w którą ktoś włożył lata nauki, nagle nie daje pożądanego efektu.
A czasem wystarczy jeden oddech, spojrzenie, obecność lub coś co wydaje się być totalnie sprzeczne z dotychczasowymi założeniami a być może nawet prowokacyjne albo abstrakcyjne – i coś w człowieku przesuwa się na swoje, właściwe miejsce.
Nie dlatego, że zadziałała metoda.
Ale dlatego, że człowiek był gotów przyjąć wsparcie a druga strona na to „odpowiedziała” – często nawet poza słowami, w polu energii.
Bo w terapii – tej żywej, cielesnej, autentycznej, prawdziwej –
nie chodzi tylko o technikę.
Chodzi przede wszystkim o człowieka, uznanie wszystkiego co istnieje, równość i obecność.
O zaufanie.
O gotowość bycia tu i teraz, bez filtra „co powinno się wydarzyć”.
🔹 Nie ma jednego protokołu czy schematu działania.
🔹 Nie ma dwóch takich samych pacjentów, ludzi, identycznych spraw.
🔹 Układ nerwowy to nie martwy obiekt, tylko pulsujący, żywy, adaptujący się system.
Dlatego:
– dotyk, słowo, czy wprowadzane substancja albo ruchy energetyczne nigdy nie działają identycznie na wszystkie organizmy, psychikę czy systemy
– ta sama metoda może wywołać przełom albo nic dostrzegalnego, może być jak fala ogromnych zmian lub jak niewidoczne nasionko zasiane w ziemi które dopiero z czasem zakiełkuje lub jeśli nie otrzyma właściwych zasobów – zgnije
– a osoba, która dopiero uczy się czuć, potrzebuje innej miary niż ktoś po latach pracy nad sobą.
Uczymy się od wielu nauczycieli.
Każdy z nich patrzy z innej perspektywy, używa swojego języka.
Niektóre idee nie mają jeszcze naukowych badań, a mimo to potrafią nieść ulgę czy rozwiązania dużych problemów, poszerzać świadomość i wnosić coś co trudno opisać słowami.
Nawet jeśli ktoś nazwie to placebo – jak dobrze, że dzięki temu ktoś wstał z łóżka i powiedział: „Lżej mi”.
Może to tylko empatia, dobre serce, umiejętność dostrzegania, słuchania albo częstotliwości jaką druga istota wibruje i oddziałuje na otoczenie?
To zdanie: „Nie wiem, czy ci pomogę, nie wiem jaki będzie efekt naszego spotkania, ale wierzę w twój ból i wierzę , że coś większego przyprowadziło nas do siebie”.
Albo: „Nie mam dla ciebie diagnozy, ale widzę twoje cierpienie i mam odwagę usłyszeć to czym chcesz się podzielić”.
Czasem to właśnie wystarcza, by zaczęła się zmiana.
Bo w tym wszystkim nie teoria leczy.
Leczy człowiek, który z otwartym sercem, staje po stronie drugiego człowieka.
Wciąż pamiętam, że jeszcze kilkanaście lat temu to co uważano za absurd aktualnie zostaje przyjmowane i uznawane przez naukę.
Tymczasem ciało, psychika, zmiany w energetyce zawsze wyprzedzają naukę.
Wszystko ma swój naturalny rytm i cykle, a my jako ludzie nie mamy dostępu na co dzień do postrzegania pełnego spektrum światła, częstotliwości, fal i innych wymiarów.
Dlatego na sesjach nie pytam: „Czy udowodniono to w badaniach?”,
tylko: „Czy czujesz ulgę? Co się zmieniło?”
Takie podejście przynosi i sprzymierzeńców, i krytyków.
I to jest w porządku.
Bo wszyscy – niezależnie od tego, gdzie stoimy – mamy wspólny cel: człowieka, który cierpi i szuka ulgi.
Czy Twoje ciało kiedyś wiedziało szybciej niż umysł?
Czy ktoś zobaczył w Tobie coś, czego sama nie umiałaś jeszcze nazwać?
Nie zawsze mam adekwatne słowa.
Nie mam wielu tabel ani wskaźników.
Ale mam swoje jestestwo, otwartość na to co chce się ujawnić i obecność.
I zgodę, by nie wiedzieć wszystkiego, dać się prowadzić temu co większe i mądrzejsze ode mnie, a jednak być obok w zaufaniu do niewiadomej.
Dziś uczę właśnie z tego miejsca.
Mówię: „Nie wiem wszystkiego. Ale wiem, co widzę i czuję. Jeśli mogę to też to co proponuje.
I wiem, jak towarzyszyć”.
To moja droga. Jedna z wielu.
To co mogę najpierw sprawdzam na sobie, doświadczając, czasem zdając się na los i przeznaczone.
To, co działa – zostaje.
To, co nie – puszczam, odchodzi.
Łączę, tworzę nowe przy współpracy z tymi którzy do mnie przychodzą, zostawiam ego przed gabinetem
Bo nauczyłam się, że nie chodzi o trzymanie się jednej metody, schematu czy kierunku.
Chodzi o widzenie tego, co dzieje się teraz i otwieranie na to czego nie widać.
Każda teoria jest tylko próbą nadania sensu temu, co większe od nas.
I każda ma swoich odbiorców, swoje argumenty i potwierdzenia i jednocześnie na każdą znajdą się antytezy.
Dziękuję tym, którzy pokazali mi nowe klucze i drzwi, kiedy sama stałam na rozdrożu.
Tym, którzy nie zatrzymali się w połowie drogi, szli dalej mimo przeszkód, przecierając nowe szlaki.
I sobie – za to, że zaufałam i pozwoliłam się poprowadzić a czasem błądzić.
Dziś wiem, że można inaczej.
I że ciało to nie tylko objaw – to żywa mapa pamięci, emocji i możliwości, ograniczeń i zasobów.
Do zobaczenia
Dziękuję za inspirację do napisania posta Joannie Frąckiewicz
Aura Serca – psycholog Paulina N Kubaszek – Ustawienia Rodzin / Systemowe
