Czasem to nie jest „depresja”.
Nie lenistwo.
Nie brak wdzięczności.
To moment, w którym dusza i ciało mówią:
„Dalej już tak nie mogę.”
Wypalenie często nie bierze się tylko z nadmiaru obowiązków.
W podejściu ustawień systemowych bardzo często pod spodem pracują stare, głębokie dynamiki:
– ciągłe ratowanie innych kosztem siebie,
– rozdawanie swojej energii, uwagi i sił,
– potrzeba bycia potrzebną, żeby zasłużyć na miłość,
– lojalność wobec cierpienia kobiet lub mężczyzn w rodzie,
– noszenie emocji rodziców,
– życie w napięciu i nadodpowiedzialności,
– próba „uratowania systemu” własnym życiem.
Niektóre osoby od dziecka uczą się, że ich wartość jest w dawaniu.
Że trzeba wytrzymać więcej.
Pomagać.
Nie obciążać innych sobą.
Być silną.
Być grzeczną.
Być tą, która wszystko uniesie.
I w pewnym momencie ciało zaczyna mówić:
„Już nie mam z czego dawać.”
Brak sensu życia często pojawia się wtedy, gdy człowiek jest bardzo daleko od siebie.
Kiedy całe życie płynie do innych:
partnerów,dzieci,rodziców,klientów,systemu rodzinnego…a własna dusza od lat czeka niezauważona.
W ustawieniach często widzimy, że za wypaleniem stoi:
„Patrz mamo, też cierpię.”
„Tato, pokażę Ci, że dam radę.”
„Uratuję wszystkich.”
„Nie mogę mieć lżej niż Wy.
”Tylko że miłość nie musi oznaczać cierpienia.
A lojalność wobec rodu nie musi oznaczać utraty siebie.
Czasem największym uzdrowieniem jest przestać dźwigać to, co nigdy nie należało do nas.
Jeśli czujesz, że jesteś zmęczona/y głębiej niż odpoczynkiem…
Jeśli coraz trudniej odnaleźć Ci sens, lekkość i siebie…
